czwartek, 4 sierpnia 2016

4.2: "Czy w tym radiu lecą same piosenki o miłości?!"

Sezon zimowy powoli dobiegał końca. Czuję już ogromne zmęczenie co weekendowymi konkursami. Chłopacy doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Nie wiem czy mam bardziej dość ich, czy Wernera, który nie pozwala nam odetchnąć nawet na chwilę. Czasami mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i polecieć do Afryki, nad ocean, gdzie nikt mnie nie zna. Odpocząć od tego wszystkiego. Nabrać nowej energii do dalszej pracy. Ale już niedługo. Zaraz po Mistrzostwach Niemiec rezerwuję sobie dłuuuugie wakacje.
Zamiast teraz odpoczywać zamknięty w swoich czterech ścianach to jadę do Finnentrop. Po co? Sam już nie wiem. Pomimo szczerych chęci nie mam zbyt wielkiego kontaktu z Anielle. Albo nie mam czasu albo już nie mam siły z nią rozmawiać. Jestem pewny, że od razu by wyczuła moje zmęczenie i kazała iść spać. Tak było niejednokrotnie. Westchnąłem ciężko zmieniając po raz kolejny stację. Czy w tym radiu lecą same piosenki o miłości?!
Oczywiście reszta mojej kochanej drużyny nie dawała mi spokoju z przepiękną blondynką. Pytali o nią cały czas. Byli gorsi niż dziennikarze, którzy po pewnym czasie odpuścili sobie grzebanie w moim życiu prywatnym. Może zaczęli podejrzewać, że już nie jesteśmy razem? W końcu od wydarzeń w Wiśle nikt nie widział nas razem.
Żałuję, że dopiero teraz wybrałem się do tego miasteczka. Właściwie na jego obrzeża, gdzie wśród lasów ujrzałem w końcu przepiękną zabudowę ośrodka jeździeckiego. Czy to wszystko naprawdę należy do tej małej, wrednej osóbki? Gwizdnąłem z podziwem wychodząc z samochodu i rozejrzałem się spokojnie.
-Szuka pan kogoś? - usłyszałem uprzejme pytanie. Spojrzałem na wysokiego chłopaka.
-Tak. Pani Anielle. - odpowiedziałem spokojnie. W odpowiedzi wskazano mi pomalowaną na biało halę. Kiwnąłem głową z lekkim uśmiechem i bezszelestnie usiadłem na trybunach. Podziwiałem jej sylwetkę i to, jak idealnie potrafiła się zgrać ze swoim nowym wierzchowcem. Uśmiechnąłem się widząc determinację wymalowaną na jej twarzy.
-No i tak to ma wyglądać. - powiedział spokojnie jej trener, który uważnie obserwował parę płynnie pokonującą przeszkody poustawiane w całej hali. Uniosłem do góry kącik ust i nie zastanawiając się długo zacząłem delikatnie klaskać. Widziałem jej zaskoczenie, kiedy w końcu mnie zauważyła. Zaśmiałem się lekko. Szybko oddała konia w ręce stajennego i ruszyła w moją stronę.
-To było świetne. Jestem pod wrażeniem! - posłałem w jej stronę ciepły uśmiech i mocno ją do siebie przytuliłem. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele. Usłyszałem jej ciche westchnienie i zacząłem się zastanawiać, czy czasem nie zrobiłem czegoś źle.
-Dziękuję. Stało się coś? - usłyszałem. Spojrzałem na nią niepewnie. Na pewno czuła się olana przeze mnie. Mogłem się odzywać. Głupi ty...
-Za tydzień są finałowe konkursy w Planicy... Chciałbym żebyś tam ze mną pojechała. - wydukałem po chwili ganienia się w myślach za moje postępowanie do tej pory.
-Co ty gadasz? - czy to źle, że chcę żeby ze mną jechała?
-No... - wyrwało mi się z gardła. Nerwowo zmierzwiłem kosmyki swoich rozczochranych włosów.
-No jak ty to sobie wyobrażasz? Stephan. Moje przygotowania do sezonu są w pełni. Ja ci dziękuję za zaproszenie, jednak jestem zmuszona ci odmówić. - spuściłem smutno głowę. Wiedziałem. No przecież mogłem o tym pomyśleć wcześniej. Chociaż... nie. To na pewno nie jest ten powód.
-To przez to, że tak długo się nie odzywałem? - zapytałem poważnie. Już otwierała usta żeby coś powiedzieć, kiedy zakryłem je swoją dłonią. Pokręciłem głową. - Słuchaj. Ja wiem, że nasze światy się bardzo różnią. Ja po prostu... Nie wiedziałem jak się zachować. Wiesz ile razy wsiadałem do samochodu żeby do ciebie przyjechać? I od razu wysiadałem. Sąsiedzi na pewno już myślą, że mi odbiło. Nie wiedziałem jak zareagujesz na mój widok. Czy czasem nie masz jakiegoś konkursu, wyjazdu, czegokolwiek. Kompletnie nie znam się na jeździectwie...
-To po co tu jesteś? - odetchnąłem głęboko po czym zaśmiałem się nerwowo.
-Sam nie wiem. W końcu nie wysiadłem z samochodu i jestem. - wzruszyłem ramionami. Nie miałem odwagi przyznać się, jak bardzo za nią tęsknię. Wiedziałem, że na pewno by mnie wyśmiała. Durny skoczek narciarski zauroczył się przepiękną mistrzynią olimpijską w skokach przez przeszkody. Gorzej niż w jakiejś brazylijskiej telenoweli. No tak. Tam nie wiedzą, co to skoki narciarskie...
-Pojadę do tej Planicy. - powiedziała cicho. Spojrzałem na nią z nadzieją w oczach, a kiedy nie zaprzeczyła uśmiechnąłem się szeroko. Zauważyłem jej spłoszone spojrzenie, jednak już po chwili również jej kąciki ust uniosły się do góry. W środku aż krzyczałem ze szczęścia, że zgodziła się ze mną jechać. Jednak marzenia się spełniają.

Siedzieliśmy razem w jej domu, który znajdował się zaledwie kilka kroków od stajni. Anielle ma naprawdę świetny gust w urządzaniu wnętrz. W takich pomieszczeniach mógłbym spędzić całą resztę swojego życia.
-W tej całej Planicy nadal mamy udawać parę, tak? - w końcu musiało paść to pytanie. Od razu zbrzydły mi lody czekoladowe, które spokojnie pochłaniałem. Zerknąłem na nią speszony nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
-No jeżeli to nie byłby dla ciebie jakiś problem... - odpowiedziałem po chwili zastanowienia. Pociągniemy to jeszcze chwilę dłużej a naprawdę się w niej zakocham.
-Nie no. Jasne, że nie. - zobaczyłem jej delikatny uśmiech. Beztrosko wepchnęła w usta kolejną porcję lodów. Nie no. Ja tak nie dam rady.
-Ale... - zacząłem chcąc jej wszystko powiedzieć.
-Stephan skończ gadać. Nie jest to dla mnie żaden problem. - westchnęła ciężko. Skończyła się moja pewność siebie. Sekundę później poczułem, jak jej dłoń mierzwi moje włosy. Zaśmiałem się lekko. Gdyby tylko ona wiedziała, jak to bardzo na mnie działa...
-No dobra, niech ci będzie. Tylko wiesz, że będziemy mieć jeden pokój? I pewnie łóżko małżeńskie i będziemy musieli spać w jednym. - wolałem ją uprzedzić za wczasu
-Prysznic też będziemy musieli brać razem? - słysząc to od razu skierowałem wzrok na stoliczek do kawy i wysoko podniosłem brwi ze zdziwienia. Nie prowokuj mnie, Anielle, do uruchamiania tej części mojej wyobraźni.
-Jeżeli chcesz. Ja nie mam nic przeciwko. Jestem tylko facetem. - uśmiechnąłem się do niej szeroko. Chciałem jak najszybciej wybrnąć z tej sytuacji. Blondynka szybko pozbierała brudne naczynia i zniknęła w kuchni. Czy już to spieprzyłem? Nawet nie zacząłem nic robić. Kurwa, tylko ja tak potrafię.
-Może pójdziemy na jakiś spacer? - spojrzałem na nią. Odetchnąłem głęboko. To było wybawienie od wszystkiego. Naprawdę muszę odetchnąć świeżym, zimnym powietrzem. Kiwnąłem głową na znal, że się zgadzam na to wyjście. Ubrałem się szybko i wyszedłem przed dom. Musiałem wcześniej uspokoić moje nerwy i myśli hasające w każdą stronę. Kiedy tylko ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku, poczułem jej palce splatające się z moimi. - Kręci się tu dużo dziennikarzy. - powiedziała spokojnie w moim kierunku. A już miałem nadzieję... oj Leyhe, Leyhe. Durny ty.
-Nawet tutaj nie dają ci spokoju? - zapytałem śmiejąc się cicho. Starałem się za wszelką cenę ukryć moje zdenerwowanie.
-A to ciebie nie śledzą? Zazdroszczę ci Leyhe. - uśmiechnęła się lekko i spojrzała w stronę pastwiska. Zatrzymałem się na chwilę i podszedłem do ogrodzenia.
-Przepiękne. - wyrwało mi się po chwili.
-Najcenniejsze konie z mojej stajni. - przyznała spokojnie. - widzisz tego siwka? Kiedyś jeździłam w WKKW. No wiesz, skoki, ujeżdżenie i bieg terenowy z przeszkodami. To był mój główny wierzchowiec.
-Czemu teraz zostałaś przy samych skokach? - zerknąłem na nią niepewnie. Bałem się usłyszeć powodu, dla którego została tylko przy tym. Z westchnieniem oparła się o płot koło mnie.
-Moja mama też kiedyś jeździła. Na ostatnich zawodach źle odmierzyła odległość od przeszkody. Ona i koń zginęli na miejscu. - wyszeptała ze łzami w oczach.
-Przepraszam – wyszeptałem równie cicho i objąłem ją, przytulając się do jej pleców. Wiedziałem, że nie wypadało pytać o coś takiego.

-Długo nie mogłam się po tym pozbierać. Nawet nie zbliżałam się do koni. W końcu dotarło do mnie, że to był zwykły błąd. Nieuwaga. Skończyło się tragicznie, ale nie mogę winić innych zwierząt. Tylko, że po tym wypadku nie mogłam się przemóc do biegów. Wtedy to wszystko było dla mnie za trudne, dlatego zostałam przy samych skokach. - zanim pomyślałem moje usta spotkały się z jej policzkiem. Dobrze, że nie widziała moich coraz bardziej czerwonych policzków. Na szczęście już po chwili się opanowałem a moja twarz wróciła do normalnych kolorów. - Zostaniesz na noc? - usłyszałem jej ciche pytanie.
-Jeżeli tylko mogę to z chęcią zostanę. - przyznałem spokojnie posyłając w jej stronę ciepły uśmiech.
Zaczęło się ściemniać, więc spokojnym krokiem ruszyliśmy z powrotem w kierunku ciepłego domu blondynki.


***

Przepraszam za długą nieobecność.
Możecie mnie zlinczować, bo nic nie usprawiedliwia mojego zachowania i przerwy w pisaniu.
Mam nadzieję, że tym rozdziałem was udobrucham. A jak nie tym, to dwoma następnymi ;)

czekam na wasze opinie, które są dla mnie mega kopem <3

czwartek, 7 lipca 2016

4.1: "Już mi zaczyna odbijać?"

Przygotowania do nowego sezonu trwały pełną parą. Tęskniłam za słodkim leniuchowaniem do południa. Nie tylko moje konie musiały być w formie. Także ja. Poranna joga, wieczorne bieganie. W tak zwanym międzyczasie również różnego rodzaju zajęcia z wierzchowcami. Czasami czułam, że nie mam już na nic siły. Chciałam rzucić to wszystko i zaszyć się w śniegach północnej Norwegii. Z klapkiem Daniela. Czemu? Bo przypominał mi o wspaniale spędzonych dniach w Wiśle.
Tak. Ja, Anielle, musiałam szczerze przyznać, że tęskniłam za tą bandą NicMiSieNieChceAlex. Co prawda miałam jakiś tam kontakt z nimi. W końcu każdy z nich aktywnie udziela się we wszelkiego rodzaju social media a snapy od nich zasypywały mnie od rana do wieczora. Czasem któremuś odpisałam na wiadomość, choć nawet i na to niekiedy brakowało mi czasu. Właśnie przez to traciłam nowopoznanych znajomych.
A Stephan? Nie odzywał się zbyt często. Choć dla niego mogłabym przerwać trening żeby odpisać na jego wiadomość. Zakochałam się? Nie. Raczej nazwałabym to zauroczeniem. Co nie zmienia faktu, że tęskniłam za nim bardziej niż kiedykolwiek za kimkolwiek. Dla mediów nadal byliśmy parą, choć od wydarzeń w Wiśle nikt nie widział nas razem. Na szczęście dziennikarze nie poruszali ze mną tego tematu. Nie wiedziałabym co odpowiedzieć. Czy już wystarczy tego udawania? A może jeszcze troszkę?
-Skup się! - usłyszałam krzyk trenera, który wyrwał mnie z rozmyślań. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na kolejny zrzucony drąg. Pokiwałam głową powstrzymując łzy chcące spłynąć po moich policzkach. Dziś nie był mój dzień. Zdecydowanie chciałam wrócić do pokoju i zakopać się po sam nos pod pościelą.
-Ustaw tor na 140. - rzuciłam do stajennego. Zrobiłam kółeczko kłusem, następnie galopem. Kiedy wszystko było gotowe pewnie naprowadziłam konia na pierwszą przeszkodę. Tym razem skupiałam się całkowicie na ruchach konia i następnych krokach.
-No i tak to ma wyglądać. - usłyszałam po wylądowaniu po ostatniej przeszkodzie. Odetchnęłam głęboko i poklepałam konia po szyi. Po chwili usłyszałam ciche oklaski. Spojrzałam na trybuny i wstrzymałam oddech. Stephan? Co on tu robi? A może to ja już wariuję? Potrząsnęłam lekko głową i usłyszałam jego śmiech. Nie, to niemożliwe. Oddałam konia pod opiekę stajennego i podeszłam do skoczka.
-To było świetne. Jestem pod wrażeniem! - uśmiechnął się ciepło i mocno mnie przytulił. Westchnęłam cicho. Na pewno przyjechał tu tylko dlatego, że ma jakąś sprawę.
-Dziękuję. Stało się coś? - zapytałam ściągając toczek i położyłam go na krzesełkach. Przeczesałam palcami włosy. Nie chciałam, żeby owijał cokolwiek w bawełnę. Wolałam wiedzieć od razu.
-Za tydzień są finałowe konkursy w Planicy... Chciałbym żebyś tam ze mną pojechała.
-Co ty gadasz? - zapytałam zaskoczona patrząc na niego. Parsknęłam śmiechem.
-No... - zaczął niepewnie i od razu uciął. Jego dłoń zniknęła w jego włosach mierzwiąc kosmyki.
-No jak ty to sobie wyobrażasz? Stephan. Moje przygotowania do sezonu są w pełni. Ja ci dziękuję za zaproszenie, jednak jestem zmuszona ci odmówić. - powiedziałam poważnie. Widziałam zawód w jego oczach. Zwilżyłam usta językiem i przygryzłam wargę.
-To przez to, że tak długo się nie odzywałem? - zapytał. Już otwierałam usta żeby coś powiedzieć, kiedy zakrył je swoją dłonią i delikatnie pokręcił głową. - Słuchaj. Ja wiem, że nasze światy się bardzo różnią. Ja po prostu... Nie wiedziałem jak się zachować. Wiesz ile razy wsiadałem do samochodu żeby do ciebie przyjechać? I od razu wysiadałem. Sąsiedzi na pewno już myślą, że mi odbiło. Nie wiedziałem jak zareagujesz na mój widok. Czy czasem nie masz jakiegoś konkursu, wyjazdu, czegokolwiek. Kompletnie nie znam się na jeździectwie...
-To po co tu jesteś? - wyrwało mi się. Moje słowa nieco zniekształciła jego dłoń. Uśmiechnął się nerwowo.
-Sam nie wiem. W końcu nie wysiadłem z samochodu i jestem. - wzruszył delikatnie ramionami. Westchnęłam ciężko. Czego ja się spodziewałam? Kiepskiego love story jak z historii dla dzieci i zdesperowanych singielek? Spuściłam nieco głowę. A gdzie się podziała ta moja druga, pewna siebie i przebojowa osobowość?
-Pojadę do tej Planicy. - powiedziałam cicho. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że naprawdę wypowiedziałam te słowa na głos. Zerknęłam na chłopaka. Uśmiechał się szeroko. Na ten widok również moje kąciki ust podjechały do góry. Nie wiem po co tam jadę. Żadne rozsądne wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy. Poza jednym. Nie. Szybko muszę odepchnąć takie myśli daleko w tył głowy.

Resztę dnia spędziliśmy w moim domu kilka kroków od głównej stajni.
-W tej całej Planicy nadal mamy udawać parę, tak? - zapytałam w końcu kiedy siedzieliśmy na mojej wygodnej kanapie wcinając kolejną porcję lodów czekoladowych. Spojrzał na mnie speszony a kąciki jego ust delikatnie zadrgały.
-No jeżeli to nie byłby dla ciebie jakiś problem... - odpowiedział po chwili. Tak jest problem. Wolałabym nie udawać. Cholera. Co ja chrzanię? Już mi zaczyna odbijać?
-Nie no. Jasne, że nie. - wymusiłam w jego kierunku delikatny uśmiech od razu zapychając usta lodami. Przymknęłam powieki delektując się ich smakiem.
-Ale...
-Stephan skończ gadać. Nie jest to dla mnie żaden problem. - westchnęłam cicho patrząc na niego i zmierzwiłam mu włosy. Zaśmiał się lekko a wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł miły dreszczyk. Cofnęłam delikatnie rękę próbując opanować swoje myśli wesoło hasające w stronę erotycznych wyobrażeń z Leyhe w roli głównej. Muszę sobie znaleźć faceta, koniecznie. Tylko, że teraz to jestem w kropce.
-No dobra, niech ci będzie. Tylko wiesz, że będziemy mieć jeden pokój? I pewnie łóżko małżeńskie i będziemy musieli spać w jednym.
-Prysznic też będziemy musieli brać razem? - wypaliłam zerkając na niego. Podniósł wysoko brwi wpatrując się w mój stoliczek do kawy. Zaśmiał się lekko.
-Jeżeli chcesz. Ja nie mam nic przeciwko. Jestem tylko facetem. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Spojrzałam na niego i pokręciłam lekko głową. Pozbierałam szybko talerzyki i kubki po kawie po czym schowałam je do zmywarki.
-Może pójdziemy na jakiś spacer? - zapytałam wracając do salonu. Pokiwał delikatnie głową. Uśmiechnęłam się lekko i szybko się przebrałam w bardziej wyjściowe ciuchy niż dresy i w biegu poprawiając makijaż zeszłam z powrotem. Stephan czekał na mnie przed domem więc narzuciłam kurtkę na ramiona i ruszyliśmy przed siebie. Splotłam nasze palce. - Kręci się tu dużo dziennikarzy. - wyjaśniłam spokojnie widząc jego pytające spojrzenie.
-Nawet tutaj nie dają ci spokoju? - zapytał z cichym śmiechem.
-A to ciebie nie śledzą? Zazdroszczę ci Leyhe. - powiedziałam z lekkim uśmiechem i spojrzałam w stronę pastwiska koło którego przechodziliśmy.
-Przepiękne. - usłyszałam po chwili. Zerknęłam na niego. Stał wpatrzony w spokojnie jedzące siano stado.
-Najcenniejsze konie z mojej stajni. - przyznałam spokojnie. - widzisz tego siwka? Kiedyś jeździłam w WKKW. No wiesz, skoki, ujeżdżenie i bieg terenowy z przeszkodami. To był mój główny wierzchowiec.
-Czemu teraz zostałaś przy samych skokach? - zapytał zerkając na mnie niepewnie. Westchnęłam cicho i oparłam się o ogrodzenie.
-Moja mama też kiedyś jeździła. Na ostatnich zawodach źle odmierzyła odległość od przeszkody. Ona i koń zginęli na miejscu. - wyszeptałam ze łzami w oczach.
-Przepraszam – wyszeptał cicho i objął mnie przytulając się do moich pleców. Poczułam bijące od niego ciepło. Przymknęłam delikatnie powieki.
-Długo nie mogłam się po tym pozbierać. Nawet nie zbliżałam się do koni. W końcu dotarło do mnie, że to był zwykły błąd. Nieuwaga. Skończyło się tragicznie, ale nie mogę winić innych zwierząt. Tylko, że po tym wypadku nie mogłam się przemóc do biegów. Wtedy to wszystko było dla mnie za trudne, dlatego zostałam przy samych skokach. - delikatnie pocałował mnie w policzek. A ja? A ja chciałam, żeby to wszystko trwało jak najdłużej.

Coraz bardziej zbliżał się do mnie. Jego krok do przodu oznaczał mój krok do tyłu. W końcu plecami dotknęłam ściany. Rozejrzałam się po pokoju w którym panował półmrok. Szukałam drogi ucieczki. Ucieczki, której w głębi duszy nie chciałam. Zatopiłam się w jego brązowych tęczówkach. Widziałam iskierki pożądania. Uśmiechnęłam się do siebie. W końcu nasze rozgrzane wargi spotkały się. Wplotłam dłonie w jego włosy oddając każdy pocałunek. Z każdą sekundą stawały się one coraz bardziej namiętne. Języki ze sobą współgrały. Dłońmi badał każdy skrawek mojego ciała, które z każdą chwilą okrywało coraz mniej ubrań. W końcu moje ciało dotknęło miękkiej pościeli. Jęknęłam cicho czując na sobie jego ciężar. Zamruczałam kiedy pocałunkami zjeżdżał w dół mojego ciała. Było mi tak dobrze.
Po chwili drzwi pokoju otworzyły się gwałtownie.

-O.MÓJ.BOŻE!



***

Witam was, kochane, na pierwszej części czwartego rozdziału :D
Maturę zdałam. Jedyny wynik jaki chciałabym poprawić to rozszerzenie z angielski...
A jak u was? :D

dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem.
na razie będę was trzymać w wielkiej niepewności :*
Buziole <3

czwartek, 30 czerwca 2016

3.2: " Odetchnąłem głęboko a słodki zapach jej perfum otulił mnie, jak kołderka niemowlę."

-Macie te swoje drinki... - mruknął z bardzo słyszalnym niezadowoleniem Wank, który przesunął się aby wpuścić mnie i Anielle do zajęte przez resztę loży. Zaśmiałem się tryumfalnie od razu próbując swojego specyfiku. Skrzywiłem się. Whiskey. Dobrze wiedzą, że jej nie lubię. Chcą się zemścić za moją wygraną.
-Macie nawet dobry gust, chłopaczki. - powiedziała spokojnie blondynka próbując swojego drinka.
-Nawet? - zapiszczał Freitag. Ten facet powoli mnie doprowadza do szału z tym głosikiem.
-Mutacja w twoim wydaniu poszła nie w tą stronę co trzeba? Biedactwo. Nie odzywaj się więcej. - mruknęła blondynka. Richard odchrząknął cicho i oburzony odwrócił się tyłem do mojej towarzyszki. Pokręciłem lekko głową. Oj ktoś tu źle znosi jakiekolwiek porażki. Po chwili usłyszałem cichy śmiech blondynki. Zerknąłem na nią z delikatnym uśmiechem. Oparła głowę o moje ramię. Przełknąłem nerwowo ślinę i objąłem ją w talii. Kiedy po policzeniu do dziesięciu nie dostałem od niej w zęby, na moją twarz wpełzł szeroki uśmiech, którym obdarzyłem każdego z chłopaków.

-Zatańczymy? - zapytałem w końcu Anielle. Lekko szumiało mi w głowie od alkoholu i stwierdziłem, że czuję się na siłach żeby pokazać swoje marne umiejętności taneczne. Akurat puścili wolną piosenkę, więc nie zbłaźnię się aż tak bardzo. Blondynka wtuliła się we mnie więc oplotłem rękami jej talię. Spojrzała na mnie i po chwili poczułem jej usta na moim policzku. Spojrzałem na nią zaskoczony, ale uśmiechnąłem się wesoło.
Zatańczyliśmy jeszcze jedną piosenkę.
I kolejną.
-Chodźmy się może teraz napić? - zapytała. Nie zdążyłem jej odpowiedzieć, bo pociągnęła mnie w stronę zajmowanej przez nas loży. Widząc co się dzieje przy naszym stoliku aż wstrzymałem oddech. Widziałem zdezorientowane spojrzenie polskiej olimpijki. Tak cholernie jest mi wstyd za kumpli. Schlali się w ciągu 15 minut!
-Jak dobrze, że w tym hotelu jest winda, co? - zapytał ze śmiechem Freund. Prychnąłem cicho. Jak nas zobaczy Werner to każdy wyleci z kadry. Dlaczego ja jestem skazany na przebywanie z takimi idiotami?!
-A jakby ich tak tutaj zostawić i wyjechać w Bieszczady? - usłyszałem po chwili pytanie blondynki. Zaśmiałem się lekko. Jestem jak najbardziej za. W każdej chwili. Pieprzyć skoki. Pieprzyć treningi. Pieprzyć Schustera. No dobra. Z tym ostatnim mnie poniosło.
-Możesz jechać. My jesteśmy drużyną. I każdy każdemu pomaga. - powiedział podniosłym tonem Severin.
-Freund błagam cię. Skończ pieprzyć takie głupoty. - powiedziałem ze śmiechem słysząc jego stwierdzenie. Chciał z nas zrobić idealną drużynę, którą, niestety, nie byliśmy.
-Idę zapalić. Ich to ja na pewno zbierać nie będę. - powiedziała poważnie Anielle i ruszyła w kierunku wyjścia. Szybkim ruchem chwyciła swojego drinka.
-Idę z tobą. - powiedziałem spokojnie i objąłem ją ramieniem w talii. Zauważyłem jej przepiękny, wesoły uśmiech. Oparłem się o stoliczek rozmawiając z moją „dziewczyną” kiedy zaczął dzwonić jej telefon. O tej godzinie? To na pewno coś ważnego.
-Przepraszam na chwilę... to chyba ważne. - uśmiechnęła się do mnie przepraszająco. Kiwnąłem głową śmiejąc się w duchu, że doszliśmy do takich samych wniosków. Uśmiechnąłem się delikatnie. - Dzień dobry trenerze. Stało się coś? - zapytała przykładając telefon do ucha.
To z pewnością musiało być ważne.
-Że co? Przecież ja nie dam rady dojechać! - usłyszałem jej podniesiony głos. Zerknąłem zaskoczony na jej postać. Chwilę słuchała odpowiedzi po czym wściekła rzuciła telefon na stoliczek
-Jakiś problem? - zapytałem spokojnie, chociaż z pewnością było słychać niepewność w moim głosie. Kiwnęła głową patrząc na mnie i odetchnęła głęboko po czym odpaliła kolejnego papierosa. Skrzywiłem się nieznacznie. Przecież to cholernie szkodzi jej zdrowiu.
-Zaraz po zakończeniu sezonu mój najlepszy koń dostał kolki. Niestety nie udało się go uratować bo jakaś szmira go przy okazji otruła. Więc teraz jestem w trakcie szukania wschodzącej gwiazdy, na której będę fruwać po kolejne zwycięstwa. I właśnie dzwonił do mnie trener, że coś ciekawego znalazł. I w poniedziałek mam się pojawić w Niemczech. Tylko jest niemożliwe moje dojechanie tam... - westchnęła poprawiając nerwowo włosy.
-Możesz jechać z nami... - zaproponowałem po chwili. W końcu mieliśmy wolne miejsca.
-A co z moim autem? Nie pożyczę go Malince i nie zostawię jej samej z powrotem. - westchnęła cicho kolejny raz poprawiając włosy i przygryzła delikatnie wargę.
-Może ja zostanę z tobą i pojadę jak będziesz zmęczona? - zaproponowałem po chwili ciszy zanim ugryzłem się w język. Na pewno się zgodzi. Mhm. Mogę pomarzyć o tym.
-Nie wolałbyś spędzić jednego dnia dłużej z rodziną?
-I tak podczas sezonu się z nimi nie widuję. Mieszkam z dala od rodzinnego miasta. - wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się. Zgodzi się?
-W sumie z tym powrotem to nie byłby taki głupi pomysł. - przyznała w końcu. - Tak w ogóle to gdzie ty mieszkasz?
-W Willingen. - kilka godzin więcej z nią? To przecież niemożliwe.
-To daleko od Finnentrop? - zapytała. Zacisnąłem niepewnie usta i szybko wyciągnąłem swojego Iphone'a z kieszenie uruchamiając jakże sławetne GoogleMaps. No cóż, nigdy nie byłem dobry z geografii...
-Około półtorej godziny. - odparłem po chwili. Pokiwała głową.
-Damy radę! - uśmiechnęła się szeroko i delikatnie się do mnie przytuliła. Odetchnąłem głęboko a słodki zapach jej perfum otulił mnie, jak kołderka niemowlę. Zanim pomyślałem co robię, złożyłem delikatny pocałunek na jej czole. Dopiero po chwili zorientowałem się co zrobiłem.
-Ej słodziaki. Pomożecie mi zebrać resztę? - zapytał ze słodkim uśmiechem Freund. Dzięki niemu nie zdążyłem jej zacząć przepraszać za to co zrobiłem. Wtedy wyszedłbym na jeszcze większego debila niż jestem. Mam nadzieję, że nie zdziwiła się moim gestem. W końcu musimy udawać parę. Szkoda tylko, że w pomieszczeniu nie było nikogo poza nami i smrodem spowodowanym papierosowym dymem.

Rzuciłem torbę pod komodę w przedpokoju. Standardowa czynność po powrocie z zawodów albo treningu. Nie mogę się od tego odzwyczaić. Chociaż niejednokrotnie chciałem. Westchnąłem ciężko poprawiając nerwowo włosy. Oparłem się o ścianę.
Nigdy nawet nie pomyślałbym, że kiedykolwiek i gdziekolwiek spotka mnie coś takiego jak w ten weekend. Polska jednak naprawdę jest magicznym miejsce, które chciałbym jeszcze niejednokrotnie odwiedzić. Niekoniecznie jako zawodnik podczas konkursu.
I zostaje jeszcze kwestia pięknej blondynki. Mistrzyni olimpijskiej w skokach przez przeszkody. Musiałem szczerze przed sobą przyznać, że ta drobniutka i niezwykle utalentowana amazonka zawróciła w mojej głowie. Szkoda tylko, że nic nie mogłem na to poradzić. Ona jest i będzie poza moim zasięgiem. Kto jej pokroju zainteresowałby się kimś takim jak ja? Oczywiście, że nikt. Jak sobie przypomnę te wszystkie momenty w których się przy niej wygłupiłem. Mam ochotę sobie strzelić w łeb. Krzesłem. Zrobionym z marmuru. Chociaż pewnie bym go w życiu nie podniósł do góry, mimo że siły wcale nie mam mało.
Cholera. Tylko się nad sobą użalam. Muszę w końcu wziąć życie w swoje ręce, bo inaczej zrobi to za mnie moja mamusia. A mamusia zapewne szybko znajdzie mi jakiegoś przystojnego partnera, bo nadal wierzy że jestem gejem a Anielle to tylko moja przykrywka. Westchnąłem ciężko. Własna matka mi nie wierzy, że mam dziewczynę!
No dobra, nie mam dziewczyny. Znaczy mam. W sumie to nie mogę jej nazwać swoją dziewczyną. Jest nią tak naprawdę tylko dla mediów i fanów. I dla mojej mamusi. Jest to jedyna osoba, której nigdy nie wyprowadzę z błędu choćby na łożu śmierci. Zabiorę tą tajemnicę ze sobą do grobu. Mam tylko nadzieję, że nigdy żaden z chłopaków się nie wygada. Wtedy ubiję własnymi dłońmi. I nieważne że pójdę siedzieć. Wtedy żadnego idioty mi nie będzie szkoda. Bo to wszystko to ich wina. Gdyby nie oni, wcale nie byłoby tej całej szopki. A mamusia nie dzwoniłaby miliony razy zapraszając nas na obiad.
A ja nie musiałbym za każdym razem wymyślać coraz to innej wymówki.
Na całe szczęście ta z treningami była najlepsza i najbardziej wiarygodna. Brak czasu doskwierał mi od bardzo dawna. Zapewne nie inaczej było u blondynki. Jej sezon mógł trwać nawet cały rok z małymi przerwami. Jej starty na zawodach niedługo się zaczną, a moje niedługo się skończą.

Mam tylko nadzieję, jeszcze kiedyś ją spotkać...



***


wybaczcie!
tydzień wakacji minął mi na walczeniu z WiFi. Nie miałam kiedy dodać rozdziałów bo internet w hotelu szwankował po całej linii :|

Mam nadzieję, że również ten rozdział odbierzecie pozytywnie, chociaż ja bym narzekała na niego na waszym miejscu. nie dość, że spóźniony to jeszcze jakiś taki... gówniany. -.-

oczywiście zapraszam również na:
I've been praying for help 'cause I can't take it all
I Hate Everything About You
Big Girls Don't Cry

czwartek, 16 czerwca 2016

3.1:"-A jakby ich tak tutaj zostawić i wyjechać w Bieszczady? - zapytałam po chwili."

-Macie te swoje drinki... - mruknął niezadowolony brunet z dużym nosem wpuszczając nas do loży. Uśmiechnęłam się szeroko do niego i chwyciłam swój napój w dłoń.
-Macie nawet dobry gust, chłopaczki. - powiedziałam spokojnie próbując całkiem dobrego drinka. No dobra. Był pyszny.
-Nawet? - zapiszczał kolejny z brunetów. Skądś kojarzyłam ten cienki głosik. A no tak. To ten drugi idiota od tego durnego zakładu.
-Mutacja w twoim wydaniu poszła nie w tą stronę co trzeba? Biedactwo. Nie odzywaj się więcej. - mruknęłam ze skwaszoną miną. Chłopak odchrząknął cicho i oburzony odwrócił się tyłem. No za grosz kultury. Słoma z butów wystaje. Parsknęłam śmiechem i widząc powiększającą się ilość ludzi oparłam głowę o ramię Stephana. W końcu trzeba zachować jakieś pozory, prawda? Z resztą... całkiem mi się to podobało, nie mogę zaprzeczyć. Po chwili poczułam jego rękę obejmującą mnie w talii. Na moich ustach bezwarunkowo pojawił się delikatny uśmiech. Naprawdę zaczęło mi się to wszystko podobać.

-Zatańczymy? - zapytał w końcu Niemiec. Szumiało mi już w głowie od ilości wypitych drinków ale kiwnęłam delikatnie głową. Wtuleni w siebie ruszyliśmy na parkiet. Akurat puścili wolną piosenkę więc delikatnie się wtuliłam w niego kładąc dłonie na jego klacie. Oplótł mnie rękami w talii. Spojrzałam na niego z uśmiechem i cmoknęłam go w policzek. Widziałam jak kilka osób się w nas wpatruje. Oparłam głowę o jego ramię bujając się powoli w rytm muzyki.
Po tym kawałku był jeszcze jeden.
I następny.
-Chodźmy się może teraz napić? - zapytałam spokojnie i nie czekając na jego odpowiedź, pociągnęłam go w kierunku naszej loży. Stanęłam jak wryta przed stolikiem. Większość już leżała ledwo przytomna na stoliku i coś burczeli sami do siebie. Spojrzałam zdezorientowana na Stephana. Jakoś będzie ich trzeba dotransportować do pokoi.
-Jak dobrze, że w tym hotelu jest winda, co? - zapytał ze śmiechem blondyn, który od początku wyglądał mi na najstarszego. Pokiwałam bezwiednie głową i zamyślona podrapałam się po nosie.
-A jakby ich tak tutaj zostawić i wyjechać w Bieszczady? - zapytałam po chwili.
-Możesz jechać. My jesteśmy drużyną. I każdy każdemu pomaga. - powiedział podniosłym tonem blondasek.
-Freund błagam cię. Skończ pieprzyć takie głupoty. - powiedział ze śmiechem Stephan. o. znam kolejnego zawodnika. Uśmiechnęłam się lekko i sięgnęłam po swoją torebkę.
-Idę zapalić. Ich to ja na pewno zbierać nie będę. - powiedziałam poważnie i ruszyłam w kierunku wyjścia. Jeszcze po drodze chwyciłam swojego drinka.
-Idę z tobą. - powiedział spokojnie Leyhe i objął mnie ramieniem w talii. Uśmiechnęłam się do niego wesoło. W trakcie rozmowy z nim na moją komórkę zaczął dobijać się trener. O tej godzinie? Porąbało gościa do końca.
-Przepraszam na chwilę... to chyba ważne. - uśmiechnęłam się przepraszająco do Niemca. Kiwnął głową z delikatnym uśmiechem. - Dzień dobry trenerze. Stało się coś? - zapytałam odbierając.
-Właśnie znalazłem super ofertę. W poniedziałek widzę cię w stadninie.
-Że co? Przecież ja nie dam rady dojechać!
-Musisz. Miłej reszty nocy. - i do moich uszu dotarło charakterystyczne pikanie po zakończeniu połączenia. Spojrzałam na wyświetlacz i rzuciłam telefon na stolik.
-Jakiś problem? - zapytał spokojnie Stephan. Kiwnęłam głową patrząc na niego i odetchnęłam głęboko po czym odpaliłam kolejne papierosa. Widziałam, że chłopak nieznacznie się skrzywił ale zignorowałam ten gest.
-Zaraz po zakończeniu sezonu mój najlepszy koń dostał kolki. Niestety nie udało się go uratować bo jakaś szmira go przy okazji otruła. Więc teraz jestem w trakcie szukania wschodzącej gwiazdy, na której będę fruwać po kolejne zwycięstwa. I właśnie dzwonił do mnie trener, że coś ciekawego znalazł. I w poniedziałek mam się pojawić w Niemczech. Tylko jest niemożliwe moje dojechanie tam... - westchnęłam poprawiając nerwowo włosy.
-Możesz jechać z nami... - zaproponował po chwili.
-A co z moim autem? Nie pożyczę go Malince i nie zostawię jej samej z powrotem. - westchnęłam cicho poprawiając włosy i przygryzłam delikatnie wargę.
-Może ja zostanę z tobą i pojadę jak będziesz zmęczona? - usłyszałam po kilku minutach ciszy. Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Nie wolałbyś spędzić jednego dnia dłużej z rodziną?
-I tak podczas sezonu się z nimi nie widuję. Mieszkam z dala od rodzinnego miasta. - wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
-W sumie z tym powrotem to nie byłby taki głupi pomysł. - przyznałam w końcu. - Tak w ogóle to gdzie ty mieszkasz?
-W Willingen.
-To daleko od Finnentrop? - zapytałam. No w końcu nie znam jeszcze tych, jakże pięknych Niemiec. Ale chyba nie tylko ja się nie orientuję w tym wszystkim bo zauważyłam jak skoczek wyjął swój telefon z kieszeni i uruchomił, jakże popularne, GoogleMaps.
-Około półtorej godziny. - pokiwałam lekko głową.
-Damy radę! - uśmiechnęłam się szeroko i delikatnie się do niego przytuliłam. Po chwili poczułam jego ciepłe wargi na moim czole. Nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło bo byliśmy jedynymi osobami w tym pomieszczeniu.
-Ej słodziaki. Pomożecie mi zebrać resztę? - zapytał ze słodkim uśmiechem Freund. Czy jego nazwisko zobowiązuje do bycia przyjacielskim dla każdego? Powinnam uczyć się od niego empatii. Westchnęłam cicho i chcąc czy nie ruszyłam na pomoc całkowicie zalanym zawodnikom z teamu Germany. Mam nadzieję, że robię to pierwszy i ostatni raz.

-Jestem już. - powiedziałam spokojnie wchodząc do pomieszczenia, w którym siedział mój trener. Wyglądałam zapewne jak chodząca śmierć po tylu godzinach podróży. A na tyłku to przez kilka następnych dni nie usiądę.
-Chodź. Pokażę ci twoje nowe cudo. - uśmiechnął się szeroko. Zaraz. Chwila. Czy on mi już kupił konia? Bez mojej zgody?
-Ale że co? - zapytałam. Byłam jednocześnie i zaskoczona i wkurzona.
-Jego hodowcy zgodzili się przywieźć go na parę dni. Jak się nie zdecydujesz to go zabiorą. Jednak gwarantuję ci, że ten koń u nas zostanie na długie lata. - uśmiechnął się. Uśmiechnęłam się krzywo do mężczyzny i poszłam do swojego biura się przebrać w swoje ukochane bryczesy i wzięłam wszystkie pomoce.
Ubierając rękawiczki weszłam na halę gdzie stajenny czekał już z gotowym wierzchowcem. Poprawiłam toczek i w końcu spojrzałam na stojącego na środku hali konia. O mój boże. Muszę go mieć. Choćby miał stać na ozdobę. Moje oczy cieszyły się pięknym gniadoszem mocnej budowy. Z uśmiechem podeszłam do niego i dłonią przejechałam po jego szyi. Pokiwałam z uznaniem głową oglądając przystojniaka z każdej strony.
-Ile ma lat? - zapytałam zerkając na mojego trenera.
-Sześć – usłyszałam odpowiedź. Skrzywiłam się lekko. Młody. Po chwili już siedziałam na jego grzbiecie regulując strzemiona i ruszyłam na rozgrzewkę. Dopięłam popręg i pospieszyłam go do galopu. Mogłabym tak jeździć cały dzień. Marzenie. Ten koń wręcz płynął. Skierowałam go po chwili na dość niskie przeszkody. Po każdym kolejnym przejeździe stajenny podnosił drągi wyżej. I wyżej. I jeszcze wyżej.
-Kupuję. - powiedziałam poważnie podjeżdżając do starszego mężczyzny, który uważnie obserwował mój każdy ruch. Uśmiechnął się i pokiwał spokojnie głową. Zeskoczyłam z siodła i podałam wodze stajennemu, który spokojnie wyprowadził konia na zewnątrz. - Jest młody... Trochę się boję o jego stawy na starość skoro ma być moim głównym koniem w tym sezonie. - przyznałam ściągając toczek i poprawiłam włosy.
-Pamiętaj, że pracują z nami najlepsi specjaliści weterynarii w tym kraju.
-To nie jest ważne. Wiesz, że ponad wszystko stawiam zdrowie koni. - powiedziałam zimno. Żaden najlepszy specjalista nie uratował mojego poprzedniego wierzchowca więc straciłam do nich zaufanie. Największy ból w tym wszystkim był taki, że nigdy wcześniej mnie nie zawiedli. Konie regularnie przechodziły badania a tu nagle się okazuje, że ktoś od dość dłuższego czasu podtruwał mojego najlepszego konia. Dlaczego nikt wcześniej tego nie wykrył? Westchnęłam ciężko i poszłam do swojego biura. Uśmiechnęłam się lekko widząc zdjęcie z dekoracji na Igrzyskach Olimpijskich. Przejechałam dłonią po nieco zakurzonej ramce i starłam z policzka samotną łzę.



***

Przyznaję, że kolejne rozdziały to będzie przystopowanie akcji.
Ale nic się nie martwcie.
Będzie jeszcze tragicznie, wesoło i wszystkiego po trochu.

Jestem ciekawa jak odebraliście ten rozdział :D

czwartek, 9 czerwca 2016

2.2: "Nawet przyczepili się do faktu, że mamuśka sądzi, że jestem gejem bo nadal nie mam dziewczyny."

Dlaczego w tej Wiśle jest tak cholernie zimno? Zaraz włożę pod ten cholerny kombinezon jakiś termofor. Temperatura waha się w okolicach -15... Świat oszalał. Nawet w Norwegii nie było zimno. Bo Finlandia to inny stan. Strefa klimatyczna nie nadająca się do zamieszkania. Stanowcze nie. W życiu bym się nie przeprowadził na takie wypizdowo.
Wychodzę z kadrowego domku i wita mnie uderzenie zimna. A zaraz po nim ogłuszający krzyk i pisk. Czy to na mnie tak reagują? A nie. To tylko Wank z Wellingerem cieszący swoje mordy do dziewczyn. Zaśmiałem się lekko i ruszyłem truchtem na rozgrzewkę. Rozgrzewałem swoje mięśnie, żeby były idealnie przygotowane na te kilka sekund wysiłku. Nie zwracałem zbytniej uwagi na otoczenie skupiony na wyobrażeniu sobie idealnego skoku.
Po chwili przed oczami mignęła mi drobna, blondwłosa postać. Uśmiechnąłem się od siebie zauważając znajomą kurtkę. Oczywiście teraz chłopacy mi dogryzali na każdym kroku. Spływało to po mnie jak po kaczce. Ważne, że w końcu wygrałem z nimi jakiś zakład. I nie splajtuję najbliższego wieczora. Bo kupować tej hołocie drinki... trzeba być naprawdę milionerem.

Zmierzam wyciągiem na wieżę. Tuż po zejściu z krzesełka ściągam kurtkę i kładę na następne, żeby na dole zabrał je któryś z naszych pomocników. Szybkim krokiem kieruję się w stronę ciepłej klatki schodowej, by w końcu wejść do przeszklonego pomieszczenia umiejscowionego nad belką startową. Opieram narty o ścianę i przysiadam koło Krausa.
-Widziałeś się ze swoją księżniczką? - usłyszałem od razu pytanie.
-A co? Nie udało ci się jej poderwać? Widzisz Marinus. Nie dla psa kiełbasa. - uśmiechnąłem się do niego szeroko. Prychnął cicho pod nosem.
-Nawet nie chciałbym. Po prostu widziałem jak się trzęsła z zimna pod skocznią i byłem zaskoczony, że nie przyszedłeś jej ogrzać. - wzruszył ramionami. Powtórzyłem jego gest.
-Idę mistrze. Trzymać kciuki. - powiedziałem do pozostałych z Team Deutschland i już po kilku minutach siedziałem na belce oczekując znaku od trenera.
Będąc już przy naszym servicemanie odruchowo rozglądnąłem się dookoła mnie. Już miałem spuścić wzrok, kiedy mój mózg zanotował jej obecność. Stała z jakimś dziennikarzem udzielając mu wywiadu. Patrzyłem na nią zaskoczony. W końcu przebrałem buty i ruszyłem w jej kierunku.
-Nie sądziłem, że jesteś aż tak rozpoznawalna. - zacząłem niepewnie podchodząc do niej. Usłyszałem jej cichy śmiech.
-Ja też nie. - powiedziała wesołym głosem. Wzruszyła ramionami. Podchodziła do tego tak lekko. Jakby jej osoba nic nie znaczyła dla świata. Nerwowo przygryzałem wargę myśląc intensywnie.
-Tak właściwie... Kim ty jesteś? - wypaliłem zanim zdążyłem pomyśleć. Wpatrywałem się w nią intensywnie oczekując odpowiedzi.
-Człowiekiem. - odparowała szybko. Spojrzałem na nią niepewnie. Czy to było pytanie nie na miejscu? Po chwili pacnęła się w czoło. - Przepraszam... Anielle. Mistrzyni olimpijska w skokach przez przeszkody. - Usłyszałem i z wrażenia zakrztusiłem się własną śliną. Zauważyłem jak wyciąga dłoń w moim kierunku. Słysząc i widząc moją reakcję zaśmiała się lekko. - Spokojnie.
-Ja... Ja nie wiedziałem. Przepraszam... - wydukałem niepewnie. Właściwie to nie wiedziałem co zrobić w tym momencie. Paść na kolana? Do końca życia wysyłać róże na przeprosiny?
-No wiesz. Jeździectwo nie jest jakieś super hiper mega popularne. Zwłaszcza do transmitowania. - westchnęła. Pokiwałem delikatnie głową i zobaczyłem jej delikatny uśmiech. Skierowany do mnie? O rany.
-Mam nadzieję, że żaden dziennikarz nie widział tego, co stało się pod hotelem... - wymruczałem po chwili.
-Nie podobało ci się? - zapytała z ledwie słyszalnym oskarżeniem. Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Nie... To znaczy tak... Znaczy... No podobało mi się. Tylko nie chciałbym żeby to wpłynęło jakoś na twoją reputację czy karierę... - plątałem się w tym wszystkim. Wziąłem głęboki oddech żeby się uspokoić i nieco ogarnąć swoje myśli. W końcu to nie była byle jaka, pierwsza lepsza dziewczyna. Nie na co dzień spotykam się z mistrzyniami olimpijskimi. Z wyjątkiem Cariny. Ale ona to co innego.
-Daj spokój Stephan. Myślę, że nikt nas nie widział. - powiedziała pocieszająco. Pokiwałem głową i ruszyłem w kierunku swojego kadrowego domku.

-O stary. Mamuśka ci teraz nie da żyć! - powiedział Wank wpadając do mojego i Freitaga pokoju. Za nim wlazł Wellinger i oboje zaczęli rechotać. Spojrzeliśmy po sobie z moim współlokatorem i pokręciliśmy z niedowierzaniem głowami. Westchnąłem ciężko. Nawet przyczepili się do faktu, że mamuśka sądzi, że jestem gejem bo nadal nie mam dziewczyny. Rzucili mi jeden z telefonów więc z ciekawości wziąłem go do ręki i zamarłem. O nie. Rozpieprzę jej karierę. Rozpieprzę jej reputację... oddałem im telefon zapewnie nie mając zbyt szczęśliwej miny. Spojrzeli tylko po sobie i wyszli zamykając za sobą cicho drzwi. Nawet nie zwróciłem uwagi na to ich kulturalne zachowanie. Po chwili to drewniane cudo otworzyło się z hukiem. Podniosłem wzrok i usiadłem prosto na łóżku zauważając blondynkę.
-Czeeeeść... Mam sprawę... - wykrztusiła patrząc wymownie na Richarda, zapewne uważając go za niepotrzebnego. Brunet spojrzał na mnie zrezygnowany. Wiedziałem, że chciał coś niecoś poczytać i się wyciszyć przed jutrem. Chociaż z tym czytaniem to bym nie przesadzał. Od dawna sądzę, że on jest analfabetą. Mrucząc coś pod nosem wyszedł z pokoju.
-Widziałaś? - zapytałem głupkowato. Oczywiste było to, że widziała. Pokiwała głową.
-I nie mam zielonego pojęcia co z tym zrobić. – przyznała i usadowiła się na łóżku Freunda. Kiwnąłem delikatnie głową i starałem się poukładać myśli.
-A jakbyśmy to pociągnęli? - wyrwało mi się. Ja to zawsze wylecę z czymś głupim. Widziałem jej zaskoczenie. Mam nadzieję, że nie ma faceta. Bo stracę wszystkie zęby.
-Co? - pisnęła cicho po chwili. Cholera. Co teraz powiedzieć? Trzeba się było w ogóle nie odzywać!
-Tylko jakiś czas. Wiesz... Żeby media zapomniały... Nie chcę żebyś przeze mnie straciła swoją reputację czy cokolwiek... Później cała wina może spaść na mnie... - wydukałem zmieszany. Przygryzłem wargę. Głupi ty. Idź, kupić mózg Leyhe. Spuściłem wzrok na podłogę woląc się już nie odzywać dzisiaj.
-Przecież związki się rozpadają. Nic nie musi być później twoją winą. Prawda nie może wyjść na jaw bo stracimy oboje. - usłyszałem jej poważny głos. Spojrzałem na nią. Pokiwałem głową. Westchnęła ciężko i przejechała dłońmi po twarzy. Wszystkie jej zmartwienia teraz są przeze mnie.
-Czyli pójdziesz ze mną na dzisiejszą imprezę? - zapytałem niepewnie po chwili. Wpatrywałem się w nią z nadzieją w oczach. To było jedyne inteligentne pytanie wypowiedziane dzisiejszego dnia.
-Jasne! - uśmiechnęła się szeroko. Szerszy uśmiech widuję tylko u Marinusa. Zrobiło mi się cieplej na serduchu. Odwzajemniłem uśmiech.

I właśnie w takiej chwili dziękowałem samemu sobie, że przewidziałem sytuację i wziąłem jakieś inne ciuchy niż te sponsorskie. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem ciuchy na imprezkę. Przeczesałem palcami włosy, żeby wyschły szybciej i zwolniłem łazienkę Severinowi. Ten przez chwilę pratrzył na mnie ale w rezultacie nie powiedział ani słowa znikając za drewnianymi drzwiami.
W końcu reszta niemieckiej hołoty wpadła do naszego pokoju. Tak bardzo im się spieszy? Boją się, że Austriacy im poderwą najlepsze panienki? Przewróciłem oczami. Nigdy mnie nie bawiły takie rzeczy.
-Poczekam na Anielle. - rzuciłem do chłopaków i usiadłem na kanapie niedaleko recepcji. Po chwili drzwi windy się otworzyły i moim oczom ukazała się blondynka. Wyglądała przecudnie. Jak tylko mnie zobaczyła to otworzyła szeroko usta. Podszedłem do niej.
-Cześć. Pięknie wyglądasz. - wyszeptałem do jej ucha delikatnie przytulając jej ciało. Zauważyłem jej uśmiech i spojrzenie na moją twarz.
-No wiesz..
-Widziałem twoją minę. Nie musisz nic mówić. - zaśmiałem się ciepło. Widziałem jej zmieszanie. była wtedy taka urocza. Stephan, o czym ty myślisz? Znasz dziewczynę jeden dzień. JEDEN! - Chodźmy bo reszta już pewnie czeka z zamówionymi drinkami. - zaśmiałem się starając się ukryć moje zdenerwowanie tymi myślami. Delikatnie objąłem ją w talii widząc spojrzenie recepcjonistki i ruszyliśmy spokojnie w kierunku hotelowego klubu. Z pewnością będzie to jeden z najlepszych wieczorów z chłopakami w moim życiu. W końcu nie będę musiał słuchać ich docinków.



---

po raz kolejny spóźniony rozdział.
mam nadzieję, że mi to wybaczycie bo... niestety ale rozdziały teraz będą się pojawiać nieregularnie. w najbliższym okresie będę pracować na międzyzmiany, co oznacza, że cały dzień mam w dupie :|
mam nadzieję, że zostaniecie.

KENNETH CHŁOPIE. JADĘ CI WPIERDOLIĆ.

a tak poza tym...
czekam na wasze komentarze, bo mnie naprawdę mega motywują <3
a zaległości postaram się nadrobić jak najszybciej!

czwartek, 2 czerwca 2016

2.1: "Związek z crushem zawsze jest spoko. Daję lajka. Kciuk w górę. Łuhu. Nie."

Boże drogi jak mi zimno. Stoję sobie gdzieś na uboczu i przeskakuję z nogi na nogę żeby choć trochę się zagrzać. Pizga jakby piekło zamarzło. Może ktoś mi włączyć ogrzewanie? Zerkam na akredytację dyndającą na mojej szyi. Jestem z Teamu? Czyli mogę iść do tego ciepłego blaszanego cosia? I tak jest ciepło? O rany! Lecę na pysk, na szyję. O. Lodóweczka z RedBullem. Wyciągam jednego i lecę dalej.
-Cieeeepłooo – mruknęłam zadowolona siadając przy kaloryferze. Ten z wiecznie skacowaną twarzą patrzy na mnie z niedowierzaniem w oczach. Uśmiecham się szeroko. Jest mi cieplej, więc już mogę. Nie obawiam się o wybicie kilku ząbków.
-Anielle. Skaczą. Chodź już. - powiedziała malinowa wpadając po chwili do tego cudownego, ciepłego pomieszczenia. Spojrzałam na nią z miną zbitego pieska i gwałtownie pokręciłam głową. Westchnęła ciężko i podparła się o boczki. Oho. Będzie poważnie.
-Tu jest ciepło... - skomlę jak szczeniak, chcący zaznać ciepła.
-A tam na zewnątrz jest twój nowy kochaś. - odparowała. Po angielsku. O kurde. Ciepło a Stephan? Tak szybko mi każą wybierać? To nie fair. Szukam pomocy u Norwegów, ale oni tylko wpatrują się we mnie czekając na moją decyzję.
-Dlaczego nikt mnie nie lubi?! - jęknęłam zdruzgotana tym wszystkim i poubierałam na siebie wszystkie warstwy i wyszłam z domku Norwegów. Od razu uderzyła we mnie fala zimna więc mruknęłam ciche przekleństwo i stanęłam sobie w swoim poprzednim miejscu.

O nie. Jakiś dziennikarz do mnie idzie. O nie. O nie. O nie.
-Dzień dobry. Czy mogę z panią przeprowadzić wywiad? - usłyszałam. A tak usilnie udawałam, że go nie widzę. No dlaczego? Zachlipiałam w myślach nad moim losem i pokiwałam głową.
Po chwili w powietrzu już szybował Stephan. Na szczęście stałam tak, że kątem oka widziałam co się dzieje na tej całej skoczni. To był dobry skok. Chyba. Znaczy no. Mnie się podobał. Starałam się odpowiadać dziennikarzowi na temat wciąż obserwując mojego pięknego. Po chwili Stephan mnie zauważył. Widziałam jego zaskoczenie. Szybko odwróciłam wzrok i dokończyłam swoją odpowiedź. Po chwili się uwolniłam od dziennikarza, który ruszył złapać swoje nowe ofiary.
-Nie sądziłem, że jesteś aż tak rozpoznawalna. - usłyszałam koło siebie i zaśmiałam się lekko.
-Ja też nie. - powiedziałam wesoło wzruszając ramionami. Mało kto w Polsce o mnie słyszał. Pomimo złotego medalu na igrzyskach. Spojrzałam na Niemca, który nerwowo przygryzał wargę.
-Tak właściwie... Kim ty jesteś? - wypalił nagle patrząc na mnie intensywnie.
-Człowiekiem. - odparowałam bezmyślnie. Po chwili klepnęłam się w czoło. - Przepraszam... Anielle. Mistrzyni olimpijska w skokach przez przeszkody. - wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Biedak się zakrztusił własną śliną. Zaśmiałam się lekko patrząc na niego. - Spokojnie.
-Ja... Ja nie wiedziałem. Przepraszam...
-No wiesz. Jeździectwo nie jest jakieś super hiper mega popularne. Zwłaszcza do transmitowania. - westchnęłam. Pokiwał delikatnie głową a ja uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-Mam nadzieję, że żaden dziennikarz nie widział tego, co stało się pod hotelem... - wymruczał po chwili. Zamarłam.
-Nie podobało ci się? - wypaliłam. Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Nie... To znaczy tak... Znaczy... No podobało mi się. Tylko nie chciałbym żeby to wpłynęło jakoś na twoją reputację czy karierę... - zaśmiałam się. Trochę jak Matka Polka się wszystkim przejmuje.
-Daj spokój Stephan. Myślę, że nikt nas nie widział. - powiedziałam pocieszająco.

-GRATULACJE! - do mojego i Maliny pokoju z krzykiem wpadła cała norweska trupa. Wyplułam przez balkon pitego właśnie RedBulla. Patrzyłam na nich jak na umysłowo chorych. A oni na mnie jak na największą szczęściarę świata. O co chodzi? Zgasiłam papierosa i weszłam do pokoju. Wzięłam do ręki telefon Danielka a moja szczęka zjechała pięć pięter niżej.
-Orzeszek – mruknęłam cicho i oddałam mu sprzęt. Usiadłam na łóżku i palcami przeczesałam włosy. - Który pokój jest jego? - zapytałam poważnie. Oczywiście żaden nie wiedział. Warknęłam cicho i chowając telefon do kieszeni dresów zjechałam do recepcji.
-W czym mogę pomóc? - zapytała uprzejmie kobietka za kontuarem.
-Potrzebuję numer pokoju Stephana Leyhe. - powiedziałam poważnie.
-Nie może pani zadzwonić do własnego chłopaka? - zapytała zaskoczona. Poczułam rosnące ciśnienie.
-Nigdy pani nie chciała zrobić niespodzianki własnemu chłopakowi? - warknęłam czując rosnącą irytację. Spojrzała na mnie nieco wystraszona i szybko pochyliła się na komputerem.
-213 – usłyszałam po chwili odpowiedź. Kiwnęłam głową w geście podziękowania i biegiem rzuciłam się w kierunku windy i jak burza wpadłam do pokoju Niemca.
Yyy... dwóch Niemców.
-Czeeeeść... Mam sprawę... - powiedziałam patrząc wymownie na drugiego, tego niepotrzebnego. Spojrzał zrezygnowany na Stephana i mrucząc coś cicho pod nosem o czytaniu książki czy coś wyszedł z pokoju.
-Widziałaś? - padło pytanie z ust chłopaka. Pokiwałam głową.
-I nie mam zielonego pojęcia co z tym zrobić. – przyznałam szczerze i usiadłam na wolnym łóżku. Chłopak kiwnął ze zrozumieniem głową i zamyślił się.
-A jakbyśmy to pociągnęli? - wyrwało mu się po chwili. O no jasne. Związek z crushem zawsze jest spoko. Daję lajka. Kciuk w górę. Łuhu. Nie.
-Co? - przecisnęło się przez moje struny głosowe. Wyrwę je kiedyś, jak nie będą w takich momentach współpracować.
-Tylko jakiś czas. Wiesz... Żeby media zapomniały... Nie chcę żebyś przeze mnie straciła swoją reputację czy cokolwiek... Później cała wina może spaść na mnie... - wydukał zmieszany. Zerknęłam na niego. Człowieku. Zaraz cię zgwałcę jak dalej będziesz tak tą cholerną wargę przygryzał.
-Przecież związki się rozpadają. Nic nie musi być później twoją winą. Prawda nie może wyjść na jaw bo stracimy oboje. - powiedziałam poważnie patrząc na niego. Pokiwał głową. Westchnęłam ciężko i przejechałam dłońmi po twarzy. I po starannie robionym makijażu.
-Czyli pójdziesz ze mną na dzisiejszą imprezę? - zapytał niepewnie po chwili. A jak mam ci odmówić? No weź, tak nie patrz tymi swoimi brązowymi tęczówkami. Stephan no weź. A może by wypadało mu odpowiedzieć?
-Jasne! - uśmiechnęłam się szeroko. Chyba szerzej niż ten z tej całej niemieckiej kadry, co się uśmiecha jak Joker. Jak mu było? Rausz? Krausz? O wiem! Kraus!

-Malina... Bo ja się nie mam w co ubrać... - jęknęłam przekopując po raz kolejny swoją walizkę. Ale no chwila. Przecież brałam moją ukochaną miętową sukienkę. No gdzieś tu musi być.
-Ty ani do jutra się tam nie zbierzesz - westchnęła patrząc na mnie a ja jedynie wzruszyłam ramionami. W końcu wyciągnęłam swoją sukienkę i mogłam iść się do końca przyszykować na największe party w moim życiu, jak to określił Johann. Czy oni myślą że ja nie imprezuję, czy że robię to ze złym towarzystwem? A może w zły sposób? Co nie zmienia faktu że będę cały wieczór ze Stephanem. Przestaje mi się podobać ten fakt bo po alkoholu za siebie nie odpowiadam. Oj nie, nie. Mamo. Co ja robię? Westchnęłam ciężko i po chwili już jechałam z Malinką windą w dół. Stephan już czekał na mnie odjebany jak choinka na Boże Narodzenie. Moja szczęka właśnie zjechała trzy piętra w dół.
-Cześć. Pięknie wyglądasz. - wyszeptał do mojego ucha delikatnie mnie do siebie przytulając. Uśmiechnęłam się delikatnie i zerknęłam na niego.
-No wiesz...
-Widziałem twoją minę. Nie musisz nic mówić. - zaśmiał się ciepło. Zacisnęłam usta w wąską linię i westchnęłam ciężko. Powinnam jakoś bardziej panować nad swoimi emocjami. Zdecydowanie. Muszę iść na jakiś kurs aktorski czy coś w ten deseń. Bo sama siebie pogrążam. - Chodźmy bo reszta już pewnie czeka z zamówionymi drinkami. - zaśmiał się. Miał stanowczo zbyt dobry humor. Zerknęłam na niego i delikatnie kiwnęłam głową ruszając w kierunku hotelowego klubu.



---

wybaczcie to jednodniowe opóźnienie.
cóż. praca w McDonald's w dzień dziecka nigdy nie była łatwa. dodatkowo musiałam zostać godzinę dłużej, bo nie dałam rady wyjść przez ciągle przybywającą ilość zamówień.
rodzice naprawdę zwariowali dając do jedzenia dzieciom takie "jedzenie" ;-)
nie ma to jak spędzić taki dzień w McDonald's zamiast na spacerze/w restauracji/gdziekolwiekindziej.
ale dość mojego narzekania.

mam nadzieję, że znowu znajdę tyle pozytywnych komentarzy <3
to naprawdę motywujące i czytam je wszystkie w wyszczerzem na twarzy godnym Krausa :D
Buziolki :*

środa, 25 maja 2016

1.2: "-I co frajerzy? Jednak nie jestem aż taki miękki. - powiedziałem tryumfalnie..."

Równo o 10 stawiłem się na zbiórce pod naszym ośrodkiem szkoleniowym, skąd miał mnie odebrać Schuster. Trochę się boję, że ten człowiek będzie kierował ale co mam zrobić? Mnie się nie chce, pewnie innym chłopakom też nie. Bo po co się przemęczać i tyle godzin jechać? Dla mnie w ogóle paranoja, że nie lecimy samolotem. No przecież Werni mógłby jechać busikiem i nas odebrać po króciutkim locie do Polski. Sztaby w ogóle nie myślą o naszym zdrowiu. A tym bardziej o naszych biednych kręgosłupach. Podchodzę do reszty chłopaków witając się z nimi uściskami dłoni. Nie mam ochoty z nimi rozmawiać. Znowu wychodzę na gbura zamkniętego w swoim świecie. Albo jak baba z okresem. Już nie wiem co jest gorsze z tych dwóch...

-Wellinga nas nie zawiódł! Wziął Milkę! - usłyszałem radosny krzyk Wanka, który wyrwał mnie z płytkiego snu. Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem, kiedy rozpychał swoją grubą dupę koło tej mojej szanownej.
-Wank czy ty możesz się przymknąć raz w życiu i nie drzeć japy jakby cię ze skóry obdzierali? - burknął z tyłu Kraus. Czyli nie tylko ja spałem...
-Ale cicho wszyscy. To nie taka zwykła czekolada. - uśmiechnął się szeroko Andreasik. Widząc jego grymas usiadłem prosto w fotelu. Zapowiadało się ciekawie. Bawarczyk zaczął powoli łamać czekoladę uważnie spoglądając na każdego z nas.
-No gadaj a nie patrzysz się na nas jak wyposzczone fanki! - pisnął Richard. Wellinger zaśmiał się gardłowo. Dobra, ten chłopaczek mnie przeraża. Stanowczo będę mieć przez niego koszmary w nocy.
-Jeden kawałek jest z chilli. Nie wiadomo który. Będziemy ją jedli dopóki ktoś nie trafi na niego. Kto trafi, ten przegrywa. - mamo. Ja chcę do domu. Po co Schuster mnie wybrał na ten wyjazd? - Ten, który zeżre kawałek z chilli będzie się musiał z nami założyć. - nerwowo zerkałem na resztę. Uśmiechali się szaleńczo do Wellingera. Ta kadra ma coś z głową. Czy tylko ja jestem tutaj normalny?! Hilfe!
-Zakłady o panienki? - potarł dłonie Wank wpatrując się w tabliczkę podsuniętą pod nos. Przewróciłem oczami z głośnym westchnięciem.
-No w końcu Leyhe będzie miał malutką szansę coś wyrwać. - zarechotał Freitag wpatrując się we mnie wyczekująco. Podniosłem brwi do góry.
-I tak mam większe szanse niż ty ze swoim krzywym ryjem. - uśmiechnąłem się półgębkiem i wziąłem kostkę wrzucając ją sobie do ust. Już po chwili moja gęba w środku płonęła a oczy zaszły łzami. Boże, dlaczego ja? Czy byłem aż tak niegrzecznym dzieckiem, że teraz mnie karzesz?!
-LEYHE MA CHILLI!! - wydarł się z tryumfem Kraus ukazując swoje uzębienie. Czy to defekt genetyczny z tym uśmiechem, czy w dzieciństwie rozciął sobie kąciki ust piłą mechaniczną?
-No to zakład o poderwanie panienki! - wypiszczał wręcz rozanielony Freitag.
-Tylko kurwa nie płacz z tego szczęścia. - warknąłem w jego stronę zaciskając mocno szczękę. Jak mieć pecha to już na całej linii. A miałem nadzieję w spokoju przeżyć ten cholerny weekend z tymi debilami. Czy ja naprawdę chciałem tak dużo? Westchnąłem ciężko przecierając dłońmi twarz. Ubrałem słuchawki na uszy mając już dość słuchania wesołych śmiechów reszty. Pogłośniłem muzykę opierając czoło o szybę i wpatrywałem się w mijane widoki.

-Wychodzimy trenerze na miasto! - poinformowaliśmy Schustera po rozpakowaniu się w pokojach. Dlaczego musiałem być przydzielony z Freitagiem? To będzie najgorszy weekend w moim życiu. Stanowczo tak będzie. Trener kiwnął na nas lekceważąco ręką więc ruszyliśmy w kierunku wyjścia.
-A więc Stephan. Zakład o to, że pierwsza zobaczona panienka się z tobą przeliże bez oporów! - powiedział z szerokim uśmiechem Freitag. Mogę założyć klapki na oczy? Wtedy nie zobaczę żadnej. No cóż. Nie mogłem wyjść na mięczaka, który czeka na wielką miłość skrycie o niej marząc, więc uścisnąłem dłoń Richarda. Kraus z szerokim uśmiechem przeciął nasz uścisk.
-No w chomiczą twarz! - jęknąłem kiedy tuż zaraz po wyjściu z hotelu wzrokiem napotkałem drobną blondynkę opierającą się o filar. Wpatrywała się w telefon spokojnie paląc papierosa. Widziałem, jak w pewnym momencie na nas zerknęła i zatrzymała swój wzrok na mojej osobie.
-No dawaj Steph. Zakład to zakład. - usłyszałem za swoimi plecami. Odwróciłem się niepewnie w stronę szeroko uśmiechniętych kolegów. Chociaż właściwie już nie jesteśmy kolegami. Stanowczo nie. Odetchnąłem głęboko. Trudno, najwyżej się zbłaźnię. Niepewnie podszedłem do niej. Wpatrywała się uparcie w wyświetlacz telefonu.
-Cześć... przepraszam, że przeszkadzam ale... - zacząłem niepewnie i spojrzałem na jej ramię. Cholera. Flaga Polski i godło. Urwałem gwałtownie swój wywód. A jak to któraś skoczkini? Nie, na pewno nie. Żadna z nich chyba nie pali...
-Ale? - moje gorączkowe rozmyślania przerwał jej głos. Spojrzałem na nią z przerażeniem. - No dobra. Tak. Zrobię sobie z tobą zdjęcie. - zobaczyłem jej delikatny uśmiech. Spojrzałem na nią zaskoczony. Czy to znaczy, że ona jest kimś rozpoznawalnym w tym kraju? Nerwowo poprawiłem włosy. Wpatrywała się we mnie a ja zapomniałem języka w gębie.
-Nie... - zacząłem i ponownie się zaciąłem. Cholerny mózgu, myśl! Działaj! Bo cię wymienię! Nie wiem jak, ale to zrobię!
-Słuchaj. Naprawdę jesteś zabawny z tym gubieniem języka w gębie ale weź w końcu wykrztuś to z siebie bo naprawdę tracę cierpliwość i ochotę rozmawiania z tobą, chociaż buźkę to masz całkiem, całkiem. - spojrzałem na nią szeroko otwartymi oczami a dolna szczęka powędrowała w dół. Czy ona uważa, że mam całkiem dobrą twarz? Uśmiechnąłem się lekko do siebie czując nagły przypływ pewności siebie.
-Chodzi o to, że założyłem się z tamtymi – wskazałem palcem za siebie,gdzie nadal stała reszta kadry. Stanęła na palcach i zerknęła ponad moim ramieniem. Widziałem jak się skrzywiła widząc ich wyszczerzone mordy, więc wziąłem głęboki oddech. - że bez oporu zgodzisz się mnie pocałować. - wykrztusiłem na wydechu. - Ale dopiero jak do ciebie podszedłem to zobaczyłem tą kurtkę... i nie wiedziałem jak to powiedzieć... - uśmiechnąłem się niepewnie. Jak to przegram, to będę spłukany do końca życia
-O co zakład? - usłyszałem ciche pytanie i napotkałem jej tęczówki utkwione w moich. Przełknąłem ślinę.
-Jak wygram to oni stawiają mi drinki całą imprezę. Jak przegram to ja im... - westchnąłem. Nerwowo zatopiłem dłoń we włosach. Chciałem ukryć swoje zdenerwowanie i fakt, że blondynka zaczęła mnie do siebie przyciągać w jakiś dziwny sposób.
-No szczytny zakład... - mruknęła wpatrując się we mnie. Nie bardzo wiedziałem czemu tak intensywnie na mnie patrzy. Jestem gdzieś brudny? -No na co czekasz? Przegrać chcesz? - po raz kolejny moje oczy przypominały wielkością Jowisza.
-Ale ty tak serio? - ledwo mi to przez gardło przeszło.
-Mam się rozmyślić? - o rany! Nie! Oczywiście, że nie! Pokręciłem szybko głową i po chwili zawahania mocno ją do siebie przyciągnąłem. Miała takie miękkie i ciepłe wargi. Mógłbym je całować bez końca...
-Ej. Ale to tak z języczkiem! - Marinus. Gościu. Wypatroszę cię z jelit i powieszę je sobie na szyi w geście zwycięstwa. Drobniutka dziewczyna odskoczyła ode mnie wystraszona.
-Dobrze, że nie masz sztucznej szczęki bo by ci wypadła. - Powiedziała po kilku sekundach wpatrywania się w Krausa. Ten spojrzał na nią z szokiem wypisanym na twarzy. Powoli zaczynam się dusić ze śmiechu.
-I co? Było z języczkiem?! - zapytał Freitag podchodząc do nas z uśmiechem numer jeden skierowanym do Polki. Podniosła brwi do góry. Marinus uśmiechnął się cwanie kręcąc głową. To jest po mnie.
-To zakład nasz. - zatarł ręce Richard. Zdusiłem w krtani jęk. Nie wypłacę się do końca życia.
-Halo, halo. Ja tu jeszcze stoję. On jeszcze nic nie przegrał! - powiedziała oburzona blondynka patrząc na nich. Widziałem jeszcze ich zaskoczony wzrok a później ponownie poczułem jej wargi na swoich. Z każdym kolejnym pocałunkiem pogłębialiśmy go. Jezu. Odlecę zaraz. Cudownie. Nie chcę tego...
-Dobra dość! Przecież zaraz rzygnę tęczą! - ...kończyć. Czy pisk Freitaga musi wszystko kończyć? Jego stosunki też się kończą tym nieznośnym dźwiękiem?! Blondynka oderwała się ode mnie. Nie umiałem ukryć przyśpieszonego oddechu. Spojrzałem na nią. Wyglądała uroczo z zaczerwienionymi policzkami.
-Połowa drinków dla mnie. Do zobaczenia wieczorem. - wyszeptała mi na ucho delikatnie wsuwając jakąś karteczkę do tylnej kieszeni moich spodni. Odeszła w kierunku Norwegów, którzy wpatrywali się w nas zaskoczeni. Między nimi stała dziewczyna z widoczną furią w oczach. Po chwili dotarł do mnie jej krzyk. Czy one są razem? Z resztą to właściwie już teraz nie jest ważne. Pomogła mi wygrać zakład! Z szerokim uśmiechem odwróciłem się do reszty kadry.

-I co frajerzy? Jednak nie jestem aż taki miękki. - powiedziałem tryumfalnie i ruszyłem w kierunku centrum Wisły z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy.


---

Uwielbiam to zdjęcie *.*

No i jak wam się podoba kochane?
Ujdzie w tłumie?
I hope so :*

Czekam na wasze opinie.
I tak w ogóle to tam na górze po prawej stronie jest ankieta i proszę, żebyście zagłosowały :*