czwartek, 4 sierpnia 2016

4.2: "Czy w tym radiu lecą same piosenki o miłości?!"

Sezon zimowy powoli dobiegał końca. Czuję już ogromne zmęczenie co weekendowymi konkursami. Chłopacy doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Nie wiem czy mam bardziej dość ich, czy Wernera, który nie pozwala nam odetchnąć nawet na chwilę. Czasami mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i polecieć do Afryki, nad ocean, gdzie nikt mnie nie zna. Odpocząć od tego wszystkiego. Nabrać nowej energii do dalszej pracy. Ale już niedługo. Zaraz po Mistrzostwach Niemiec rezerwuję sobie dłuuuugie wakacje.
Zamiast teraz odpoczywać zamknięty w swoich czterech ścianach to jadę do Finnentrop. Po co? Sam już nie wiem. Pomimo szczerych chęci nie mam zbyt wielkiego kontaktu z Anielle. Albo nie mam czasu albo już nie mam siły z nią rozmawiać. Jestem pewny, że od razu by wyczuła moje zmęczenie i kazała iść spać. Tak było niejednokrotnie. Westchnąłem ciężko zmieniając po raz kolejny stację. Czy w tym radiu lecą same piosenki o miłości?!
Oczywiście reszta mojej kochanej drużyny nie dawała mi spokoju z przepiękną blondynką. Pytali o nią cały czas. Byli gorsi niż dziennikarze, którzy po pewnym czasie odpuścili sobie grzebanie w moim życiu prywatnym. Może zaczęli podejrzewać, że już nie jesteśmy razem? W końcu od wydarzeń w Wiśle nikt nie widział nas razem.
Żałuję, że dopiero teraz wybrałem się do tego miasteczka. Właściwie na jego obrzeża, gdzie wśród lasów ujrzałem w końcu przepiękną zabudowę ośrodka jeździeckiego. Czy to wszystko naprawdę należy do tej małej, wrednej osóbki? Gwizdnąłem z podziwem wychodząc z samochodu i rozejrzałem się spokojnie.
-Szuka pan kogoś? - usłyszałem uprzejme pytanie. Spojrzałem na wysokiego chłopaka.
-Tak. Pani Anielle. - odpowiedziałem spokojnie. W odpowiedzi wskazano mi pomalowaną na biało halę. Kiwnąłem głową z lekkim uśmiechem i bezszelestnie usiadłem na trybunach. Podziwiałem jej sylwetkę i to, jak idealnie potrafiła się zgrać ze swoim nowym wierzchowcem. Uśmiechnąłem się widząc determinację wymalowaną na jej twarzy.
-No i tak to ma wyglądać. - powiedział spokojnie jej trener, który uważnie obserwował parę płynnie pokonującą przeszkody poustawiane w całej hali. Uniosłem do góry kącik ust i nie zastanawiając się długo zacząłem delikatnie klaskać. Widziałem jej zaskoczenie, kiedy w końcu mnie zauważyła. Zaśmiałem się lekko. Szybko oddała konia w ręce stajennego i ruszyła w moją stronę.
-To było świetne. Jestem pod wrażeniem! - posłałem w jej stronę ciepły uśmiech i mocno ją do siebie przytuliłem. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele. Usłyszałem jej ciche westchnienie i zacząłem się zastanawiać, czy czasem nie zrobiłem czegoś źle.
-Dziękuję. Stało się coś? - usłyszałem. Spojrzałem na nią niepewnie. Na pewno czuła się olana przeze mnie. Mogłem się odzywać. Głupi ty...
-Za tydzień są finałowe konkursy w Planicy... Chciałbym żebyś tam ze mną pojechała. - wydukałem po chwili ganienia się w myślach za moje postępowanie do tej pory.
-Co ty gadasz? - czy to źle, że chcę żeby ze mną jechała?
-No... - wyrwało mi się z gardła. Nerwowo zmierzwiłem kosmyki swoich rozczochranych włosów.
-No jak ty to sobie wyobrażasz? Stephan. Moje przygotowania do sezonu są w pełni. Ja ci dziękuję za zaproszenie, jednak jestem zmuszona ci odmówić. - spuściłem smutno głowę. Wiedziałem. No przecież mogłem o tym pomyśleć wcześniej. Chociaż... nie. To na pewno nie jest ten powód.
-To przez to, że tak długo się nie odzywałem? - zapytałem poważnie. Już otwierała usta żeby coś powiedzieć, kiedy zakryłem je swoją dłonią. Pokręciłem głową. - Słuchaj. Ja wiem, że nasze światy się bardzo różnią. Ja po prostu... Nie wiedziałem jak się zachować. Wiesz ile razy wsiadałem do samochodu żeby do ciebie przyjechać? I od razu wysiadałem. Sąsiedzi na pewno już myślą, że mi odbiło. Nie wiedziałem jak zareagujesz na mój widok. Czy czasem nie masz jakiegoś konkursu, wyjazdu, czegokolwiek. Kompletnie nie znam się na jeździectwie...
-To po co tu jesteś? - odetchnąłem głęboko po czym zaśmiałem się nerwowo.
-Sam nie wiem. W końcu nie wysiadłem z samochodu i jestem. - wzruszyłem ramionami. Nie miałem odwagi przyznać się, jak bardzo za nią tęsknię. Wiedziałem, że na pewno by mnie wyśmiała. Durny skoczek narciarski zauroczył się przepiękną mistrzynią olimpijską w skokach przez przeszkody. Gorzej niż w jakiejś brazylijskiej telenoweli. No tak. Tam nie wiedzą, co to skoki narciarskie...
-Pojadę do tej Planicy. - powiedziała cicho. Spojrzałem na nią z nadzieją w oczach, a kiedy nie zaprzeczyła uśmiechnąłem się szeroko. Zauważyłem jej spłoszone spojrzenie, jednak już po chwili również jej kąciki ust uniosły się do góry. W środku aż krzyczałem ze szczęścia, że zgodziła się ze mną jechać. Jednak marzenia się spełniają.

Siedzieliśmy razem w jej domu, który znajdował się zaledwie kilka kroków od stajni. Anielle ma naprawdę świetny gust w urządzaniu wnętrz. W takich pomieszczeniach mógłbym spędzić całą resztę swojego życia.
-W tej całej Planicy nadal mamy udawać parę, tak? - w końcu musiało paść to pytanie. Od razu zbrzydły mi lody czekoladowe, które spokojnie pochłaniałem. Zerknąłem na nią speszony nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
-No jeżeli to nie byłby dla ciebie jakiś problem... - odpowiedziałem po chwili zastanowienia. Pociągniemy to jeszcze chwilę dłużej a naprawdę się w niej zakocham.
-Nie no. Jasne, że nie. - zobaczyłem jej delikatny uśmiech. Beztrosko wepchnęła w usta kolejną porcję lodów. Nie no. Ja tak nie dam rady.
-Ale... - zacząłem chcąc jej wszystko powiedzieć.
-Stephan skończ gadać. Nie jest to dla mnie żaden problem. - westchnęła ciężko. Skończyła się moja pewność siebie. Sekundę później poczułem, jak jej dłoń mierzwi moje włosy. Zaśmiałem się lekko. Gdyby tylko ona wiedziała, jak to bardzo na mnie działa...
-No dobra, niech ci będzie. Tylko wiesz, że będziemy mieć jeden pokój? I pewnie łóżko małżeńskie i będziemy musieli spać w jednym. - wolałem ją uprzedzić za wczasu
-Prysznic też będziemy musieli brać razem? - słysząc to od razu skierowałem wzrok na stoliczek do kawy i wysoko podniosłem brwi ze zdziwienia. Nie prowokuj mnie, Anielle, do uruchamiania tej części mojej wyobraźni.
-Jeżeli chcesz. Ja nie mam nic przeciwko. Jestem tylko facetem. - uśmiechnąłem się do niej szeroko. Chciałem jak najszybciej wybrnąć z tej sytuacji. Blondynka szybko pozbierała brudne naczynia i zniknęła w kuchni. Czy już to spieprzyłem? Nawet nie zacząłem nic robić. Kurwa, tylko ja tak potrafię.
-Może pójdziemy na jakiś spacer? - spojrzałem na nią. Odetchnąłem głęboko. To było wybawienie od wszystkiego. Naprawdę muszę odetchnąć świeżym, zimnym powietrzem. Kiwnąłem głową na znal, że się zgadzam na to wyjście. Ubrałem się szybko i wyszedłem przed dom. Musiałem wcześniej uspokoić moje nerwy i myśli hasające w każdą stronę. Kiedy tylko ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku, poczułem jej palce splatające się z moimi. - Kręci się tu dużo dziennikarzy. - powiedziała spokojnie w moim kierunku. A już miałem nadzieję... oj Leyhe, Leyhe. Durny ty.
-Nawet tutaj nie dają ci spokoju? - zapytałem śmiejąc się cicho. Starałem się za wszelką cenę ukryć moje zdenerwowanie.
-A to ciebie nie śledzą? Zazdroszczę ci Leyhe. - uśmiechnęła się lekko i spojrzała w stronę pastwiska. Zatrzymałem się na chwilę i podszedłem do ogrodzenia.
-Przepiękne. - wyrwało mi się po chwili.
-Najcenniejsze konie z mojej stajni. - przyznała spokojnie. - widzisz tego siwka? Kiedyś jeździłam w WKKW. No wiesz, skoki, ujeżdżenie i bieg terenowy z przeszkodami. To był mój główny wierzchowiec.
-Czemu teraz zostałaś przy samych skokach? - zerknąłem na nią niepewnie. Bałem się usłyszeć powodu, dla którego została tylko przy tym. Z westchnieniem oparła się o płot koło mnie.
-Moja mama też kiedyś jeździła. Na ostatnich zawodach źle odmierzyła odległość od przeszkody. Ona i koń zginęli na miejscu. - wyszeptała ze łzami w oczach.
-Przepraszam – wyszeptałem równie cicho i objąłem ją, przytulając się do jej pleców. Wiedziałem, że nie wypadało pytać o coś takiego.

-Długo nie mogłam się po tym pozbierać. Nawet nie zbliżałam się do koni. W końcu dotarło do mnie, że to był zwykły błąd. Nieuwaga. Skończyło się tragicznie, ale nie mogę winić innych zwierząt. Tylko, że po tym wypadku nie mogłam się przemóc do biegów. Wtedy to wszystko było dla mnie za trudne, dlatego zostałam przy samych skokach. - zanim pomyślałem moje usta spotkały się z jej policzkiem. Dobrze, że nie widziała moich coraz bardziej czerwonych policzków. Na szczęście już po chwili się opanowałem a moja twarz wróciła do normalnych kolorów. - Zostaniesz na noc? - usłyszałem jej ciche pytanie.
-Jeżeli tylko mogę to z chęcią zostanę. - przyznałem spokojnie posyłając w jej stronę ciepły uśmiech.
Zaczęło się ściemniać, więc spokojnym krokiem ruszyliśmy z powrotem w kierunku ciepłego domu blondynki.


***

Przepraszam za długą nieobecność.
Możecie mnie zlinczować, bo nic nie usprawiedliwia mojego zachowania i przerwy w pisaniu.
Mam nadzieję, że tym rozdziałem was udobrucham. A jak nie tym, to dwoma następnymi ;)

czekam na wasze opinie, które są dla mnie mega kopem <3

8 komentarzy:

  1. Stefan, w Bieszczady lepiej, nie do Afryki, bo napatoczysz się na plantację bawełny i będziesz harował :|
    awww, a w Planicy będą się cuda działy...:>
    nie będę Cię linczować, bo kto mi napisze kolejne części losów Anielle i Stephana????? no kto???
    czekam na kolejny, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach co tam. Każdemu zdarza się czasem jakiś zastój, jak mi na przykład ostatnio. Najważniejsze, że rozdział się pojawił :-) I tonie byle jaki. Ja już sobie wyobrażam co się będzie działo w Planicy. Nie mogę się doczekać. Nie wiem jak mogę skomentować powyższy rozdział. Mam Cię jak zwykle chwalić za obrze wykonaną robotę? To zaczyna się robić nudne ;-)
    Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa nareszcie coś dodałaś! :D Nawet nie wiesz, z jakim utęsknieniem czekałam na ten rozdział ^^
    Kurcze, jest genialnie! ❤️ I oby tak zostało do samej Planicy :)
    Czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam i weny życzę! :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem i tu!
    Kochana, czasem tak bywa, że mała przerwa jest potrzebna, także wiesz... linczować i krzyczeć raczej nie będę :D A rozdział cudny, jak zwykle ^^
    Oj, coś czuję, że wiele przed nami. Ależ jestem ciekawa, co tam się wydarzy w Planicy!
    Czekam, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  5. niech ona wróci do biegów w końcu :( robi się ciekawie! coś czuję, że to niewinne pytanie czy on zostanie na noc nie zapowiada równie niewinnie spędzonego czasu :D czekam na kolejny, a w międzyczasie zapraszam na coś starego, nowego: Pomimo tego, że przez szalone i szczęśliwe życie Pauliny przewinęło się wielu mężczyzn, nigdy nie była tak na prawdę zakochana. Mieszkająca od ponad pół roku w Dortmundzie dziewczyna, pracuje w swoim ulubionym klubie, Borussii Dortmund, jako zarządca. Dzięki przyjaźni z "polskim trio", a w największym stopniu z RL9, wiele się dzieje. Jaką rolę zajmie w jej życiu grający od kolejnego sezonu (2012 - 2013) Marco Reus, a kim tak naprawdę jest dla niej Lewy? Dowiesz się tego tu, gdzie właśnie po długiej przerwie pojawił się pierwszy rozdział tej historii - http://i-am-gonna-live-my-live.blogspot.com - zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wróciłaś nareszcie:D
    Już nie mogę się doczekać Planicy. Już się boję, co ty tam wymyślisz :)
    Czekam!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej kochana, komentarz będzie krótki bo znowu mam pełno zaległości...
    Rozdział bardzo fajny,nie mogę sie doczekać kolejnego.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej! Nie umarłam, żyje i zapraszam do mnie -> http://just-smile-like-you-meant-it.blogspot.com/2016/10/rozdzia-19.html Buziole <3

    OdpowiedzUsuń